2/07/2017
2/01/2017
I.VII
Parę dni później zadzwonił do mnie telefon, który można powiedzieć, że zmienił moje życie. To był Damen. Chciał, żebym jeszcze raz przytoczył wszystkie podejrzane sytuacje z Wilhelmem. Dużo ich było tak naprawdę. Ostatnio się to po prostu nasilało. Mogłam mu wszystko powiedzieć od początku do końca, ale nie wiem, czy by to w czymś pomogło. Ale zebrałam się i poszłam w wyznaczone miejsce. Chyba nie miałam nawet wyboru co do tego, prawda?
Usiadłam naprzeciw jego, jakbyśmy bylina prawdziwym przesłuchaniu i kazał mi mówić wszystko od początku do końca. Powiedziałam mu, że widziałam jego podejrzliwe spojrzenia, kiedy przychodziłam do salki na spotkanie z jego rodzicami i mówiłam o nowych badaniach i poszlakach. Za każdym razem, nawet jak poszliśmy na poszukiwania tego stwora razem. Za każdym razem nasłuchiwał tego, co mówię. Zwracałam na to bardzo uwagę.
Ostatnio miałam zanieść im wyniki tej analizy i powiedziałam mu o tym. Mieliśmy ze sobą krótką pogawędkę, a po chwili chcieliśmy iść w swoje strony i to się stało. Nikogo innego nie było na mieście, bo każdy o tych porach pracował przecież. Mówiłam wszystko zwięźle i z wielkimi detalami, jeśli je pamiętałam. Zdziwił mnie fakt, że on nic z mojej torby nie zabrał. Chyba, że zrobił jakieś zdjęcie.
Damen podziękował mi za moje zeznania. Chciał jeszcze dowiedzieć się, co ma Wilhelm do powiedzenia. Ruszał już do wyjścia, ale ja jednak go na chwile zatrzymałam.
- Damen - powiedziałam. - Muszę ci jeszcze o czymś powiedzieć.
On usiadł jeszcze na swoim krześle.
- Słucham - odpowiedział.
Rozsiadłam się wygodnie w fotelu i zaczęłam mu opowiadać o tych dziwnych kształtach, które zaczęłam widywać. Nie mogłam powiedzieć, c to dokładnie było, ale nie wyglądało na człowieka. Czarne cienie.. jakieś kształty. Damen wziął to pod uwagę i sam powiedział, że raz widział coś takiego. Myślał jednak, że coś mu się zdaje i nie miał zamiaru nikomu o tym powiedzieć.
Wstałam i wyszłam z tego pokoju. Chciałam jak najszybciej wrócić do laboratorium i zacząć kolejne badania. Po drodze widziałam jednak ludzi wychodzących ze środka budynku. Dlaczego? Zaczęłam się zastanawiać.
Wbiegłam do środka i zauważyłam kolejne zmasakrowane ciało. To był kolejny pracownik tego miejsca. Dlaczego został zamordowany? Zastanawiało mnie to bardzo. Nachyliłam się nad nim i zauważyłam rany takie jak u poprzedniego zabitego. Był kompletnie przedziurawiony, ktoś go na pewno szarpał. Nie pozwolił mu na bezbolesny zgon. Nie chciałam nawet wiedzieć, co on czuł, jak ktoś go szarpał. Po chwili jednak zauważyłam Wilhelma, który zamykał drzwi do budynku. Spojrzałam na niego.
- To ty? - wskazałam na ciało.
On niestety zaprzeczył. A więc kto to był?
- To co tutaj robisz? - zapytałam.
Kazał mi się tylko odwrócić. Za mną stało stworzenie człowieko podobne. Dotknęłam je - było bardzo silne i mocne,. Twarde jak stal. Odsunęłam się.
- Tego właśnie szukacie ? - zapytał.
Nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć. Wszystko mnie zaczęło przerażać. Odwróciłam się powoli w stronę Wilhelma.
- Serce może ich kontrolować, wiesz? - zapytał. - Możesz powiedzieć to im.
Czyli Wilhelm je kontrolował? Czułam się jak w złym koszmarze. Chciałam się już obudzić, ale niestety. To nie był mój szczęśliwy dzień.
- Czego chcesz? - zapytałam.
On nie odpowiedział mi, tylko zaczął chodzić po pomieszczeniu. Wiedziałam, że nie będzie łatwo z nim .. Że nie dowiem się tak szybko jakichkolwiek informacji. Przecież to był Wilhelm. Odsunęłam się bardziej od tej kreatury. Skorzystałam z tego, że Wilhelm był daleko od drzwi i nie zwracał na mnie uwagi. Przekręciłam kluczyk zostawiony w drzwiach i otworzyłam je lekko. Po chwili gwałtownie wyszłam zamykając za sobą drzwi na klucz. Bałam się cholernie. Wilhelm ne zauważył mojej obecności. Zaczęłam biec w stronę domu Feinów, ale po drodze zauważyłam znowu te kształty.
Czyżby nadchodziła inwazja?
Usiadłam naprzeciw jego, jakbyśmy bylina prawdziwym przesłuchaniu i kazał mi mówić wszystko od początku do końca. Powiedziałam mu, że widziałam jego podejrzliwe spojrzenia, kiedy przychodziłam do salki na spotkanie z jego rodzicami i mówiłam o nowych badaniach i poszlakach. Za każdym razem, nawet jak poszliśmy na poszukiwania tego stwora razem. Za każdym razem nasłuchiwał tego, co mówię. Zwracałam na to bardzo uwagę.
Ostatnio miałam zanieść im wyniki tej analizy i powiedziałam mu o tym. Mieliśmy ze sobą krótką pogawędkę, a po chwili chcieliśmy iść w swoje strony i to się stało. Nikogo innego nie było na mieście, bo każdy o tych porach pracował przecież. Mówiłam wszystko zwięźle i z wielkimi detalami, jeśli je pamiętałam. Zdziwił mnie fakt, że on nic z mojej torby nie zabrał. Chyba, że zrobił jakieś zdjęcie.
Damen podziękował mi za moje zeznania. Chciał jeszcze dowiedzieć się, co ma Wilhelm do powiedzenia. Ruszał już do wyjścia, ale ja jednak go na chwile zatrzymałam.
- Damen - powiedziałam. - Muszę ci jeszcze o czymś powiedzieć.
On usiadł jeszcze na swoim krześle.
- Słucham - odpowiedział.
Rozsiadłam się wygodnie w fotelu i zaczęłam mu opowiadać o tych dziwnych kształtach, które zaczęłam widywać. Nie mogłam powiedzieć, c to dokładnie było, ale nie wyglądało na człowieka. Czarne cienie.. jakieś kształty. Damen wziął to pod uwagę i sam powiedział, że raz widział coś takiego. Myślał jednak, że coś mu się zdaje i nie miał zamiaru nikomu o tym powiedzieć.
Wstałam i wyszłam z tego pokoju. Chciałam jak najszybciej wrócić do laboratorium i zacząć kolejne badania. Po drodze widziałam jednak ludzi wychodzących ze środka budynku. Dlaczego? Zaczęłam się zastanawiać.
Wbiegłam do środka i zauważyłam kolejne zmasakrowane ciało. To był kolejny pracownik tego miejsca. Dlaczego został zamordowany? Zastanawiało mnie to bardzo. Nachyliłam się nad nim i zauważyłam rany takie jak u poprzedniego zabitego. Był kompletnie przedziurawiony, ktoś go na pewno szarpał. Nie pozwolił mu na bezbolesny zgon. Nie chciałam nawet wiedzieć, co on czuł, jak ktoś go szarpał. Po chwili jednak zauważyłam Wilhelma, który zamykał drzwi do budynku. Spojrzałam na niego.
- To ty? - wskazałam na ciało.
On niestety zaprzeczył. A więc kto to był?
- To co tutaj robisz? - zapytałam.
Kazał mi się tylko odwrócić. Za mną stało stworzenie człowieko podobne. Dotknęłam je - było bardzo silne i mocne,. Twarde jak stal. Odsunęłam się.
- Tego właśnie szukacie ? - zapytał.
Nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć. Wszystko mnie zaczęło przerażać. Odwróciłam się powoli w stronę Wilhelma.
- Serce może ich kontrolować, wiesz? - zapytał. - Możesz powiedzieć to im.
Czyli Wilhelm je kontrolował? Czułam się jak w złym koszmarze. Chciałam się już obudzić, ale niestety. To nie był mój szczęśliwy dzień.
- Czego chcesz? - zapytałam.
On nie odpowiedział mi, tylko zaczął chodzić po pomieszczeniu. Wiedziałam, że nie będzie łatwo z nim .. Że nie dowiem się tak szybko jakichkolwiek informacji. Przecież to był Wilhelm. Odsunęłam się bardziej od tej kreatury. Skorzystałam z tego, że Wilhelm był daleko od drzwi i nie zwracał na mnie uwagi. Przekręciłam kluczyk zostawiony w drzwiach i otworzyłam je lekko. Po chwili gwałtownie wyszłam zamykając za sobą drzwi na klucz. Bałam się cholernie. Wilhelm ne zauważył mojej obecności. Zaczęłam biec w stronę domu Feinów, ale po drodze zauważyłam znowu te kształty.
Czyżby nadchodziła inwazja?
1/29/2017
I.VI
2 lipca 2499 rok.
Obudziłam się z samego rana zebrać się do laboratorium. Spojrzałam na telefon i zauważyłam parę nieodebranych telefonów. Przeraziłam się trochę, ponieważ nie wiedziałam, kto to mógł być.
Obudziłam się z samego rana zebrać się do laboratorium. Spojrzałam na telefon i zauważyłam parę nieodebranych telefonów. Przeraziłam się trochę, ponieważ nie wiedziałam, kto to mógł być.
Numer prywatny.
I ja miałam takie coś odebrać, albo zadzwonić, by dowiedzieć się, o co chodzi. Szybko zebrałam się i zeszłam na dół zrobić sobie śniadanie. Po półgodzinach otworzyłam drzwi, aby wyjść z domu. Jednak przed drzwiami stał Damen. Pewnie chciał mnie przesłuchać. Zaprosiłam go do środka i poczęstowałam herbatą oraz ciastkami. Spojrzał na mnie i zaczął zadawać pytania.
- Wiesz, kto cię zaatakował?
- Wilhelm Baysen - odpowiedziałam.
- Gdyż?
- Nie wiem, uśmiechnęłam się do niego - westchnęłam. - Przeprowadziliśmy krótką konwersację, a później mnie zaatakował.
- Wiesz, o co mu mogło chodzić?
- Ostatnio dziwnie reagował na wszystkie wiadomości na temat tej niezidentyfikowanej istoty... - przerwałam na chwilę. - Może dla tego.
Wziął do ręki filiżankę i upił łyk herbaty. Wcale nie zdziwiła go wiadomość o Wilhelmie. Czyżby on też podejrzewał Wilhelma? Wstał i szykował się do wyjścia. Zatrzymałam go chwytając za dłoń.
- Co teraz będzie? - zapytałam.
On spojrzał na mnie z opanowaniem - zresztą jak zawsze. Wziął moją dłoń i odsunął ją lekko, po czym chwycił za klamkę od drzwi.
- Zobaczymy, jak się sprawa potoczy - odpowiedział, po czym wyszedł.
Wyszłam za nim, bo mogłam spóźnić się do laboratorium. Damen widząc mnie biegającą w stronę pracy wsiadł w samochód i zajechał mi drogę.
- Podwieźć cię, Vellian? - zapytał. Jego głos brzmiał jak anielski.
Nie zastanawiając się ani chwili dłużej wsiadłam do jego samochodu, a po chwili znalazłam się przy mojej pracy. Uśmiechnęłam się.
- Dziękuję bardzo - wysiadłam z samochodu i pospieszyłam do budynku. Podeszłam do tłumu ludzi i zobaczyłam pracownika leżącego na podłodze. Był martwy. Ale co się stało? Spoglądnęłam w stronę mojego stanowiska, ale nie zostawiłam żadnej fiolki. Czułam, że coś się zaczęło. Albo miało zacząć. Parę osób posprzątało ten bałagan, a my wróciliśmy do pracy.
***
Wracając do domu taksówką spoglądałam w stronę pięknego lasu. Wszystko było takie żywe i kolorowe. Zaniepokoiła mnie jedynie czarna plama na tle zieleni. Myślałam, że mi się przywidziało, więc spojrzałam raz jeszcze. Naprawdę coś tam stało. Odsunęłam się od okna. Miałam poinformować o tym założycieli? Mogła to być istotna informacja. Kazałam natychmiast zatrzymać się taksówkarzowi i wysiadłam. Zaczęłam iść w kierunku lasu, aby bliżej przyjrzeć się kształtowi. Niestety jak podbiegłam bliżej, niczego tam nie było. Zawiedziona pobiegłam do swojego domu.
Jak zwykle zrobiłam sobie obiad i siedziałam przed kominem czytając kolejne romansidło. W tych czasach związki miłosne są jedynie w książkach. Czytając czułam, jakbym ja sama wszystko przeżywała. Moja wyobraźnia nie miała granic co do takich rzeczy. Wieczorem zaparzyłam sobie kawę włączyłam telewizor. Same bzdury leciały. Szybko wyłączyłam telewizor i poszłam na górę. Zadzwonił do mnie telefon. Znowu prywatny numer. Położyłam się na łóżku i odebrałam.
- Halo? Kto dzwoni?
- Z tej strony Damen Fein - odpowiedział. - Będziesz mi jutro potrzebna.
Po tych słowach rozłączył się. Może to on do mnie dzwonił wczoraj w nocy? Zaczynałam mieć więcej pytań, niż odpowiedzi. Spróbowałam wykręcić numer do mojej mamy, ale odzywała się tylko sekretarka. Martwiłam się po ostatniej rozmowie o rodziców. Odkąd niespodziewanie rozłączył się ten telefon nie miałam z nimi kontaktu. Ale ważne było tu i teraz. A szykowało się coś złego.
1/22/2017
I.V
Obudziłam się zupełnie w innym miejscu, którego nie mogłam rozpoznać. Rozglądnęłam się dookoła i zauważyłam brak mojej torby. Spanikowałam, ale po chwili uspokoiłam się widząc torbę w kącie. Wstałam powoli czując ból w całym ciele i podeszłam do kąta. Zaczęłam przeszukiwać całą torbę, ale nic nie znikło. Przełożyłam ją przez ramię i uchyliłam lekko drzwi. Zauważyłam korytarz, na który po cichu wyszłam. Próbowałam rozpoznać to miejsce, ale nie mogłam. Na samym końcu korytarza napotkałam sterczących przy schodach Damena i Dryniana. Spoglądnęłam na nich, a konkretnie na Damena,On uśmiechnął się tajemniczo i spojrzał w kierunku Dryniana.
- Znalazłem cię padniętą na ulicy - zaczął Drynian.
Podrapałam się po głowie próbując przypomnieć sobie cokolwiek sprzed paru godzin.
Pustka.
- Zostaniesz przesłuchana - dopowiedział Damen.
Spojrzałam na niego jakbym miała iść na skazanie. Dlaczego miałabym być przesłuchiwana? Po chwili jednak zrozumiałam dlaczego. Wyciągnęłam z torby wszystkie papiery dotyczące analizy. Podeszłam do Damena i wręczyłam je.
- Po tym jak poszedłeś odkryłam coś, o czym musicie wiedzieć - westchnęłam.
Popatrzył mi w oczy dając mi do zrozumienia, że przyjął rozkaz. Odsunęłam się i spojrzałam w kierunku drugiego chłopaka. Chrząknęłam, po czym przeprosiłam ich obu i zeszłam. Przez chwilę czułam jeszcze ich wzrok na moich plecach, ale to minęło. Wyszłam z budynku i zorientowałam się, że byłam w rezydencji Feinów. Stąd roiło się tam od ochroniarzy, sprzątaczek i gosposi. Wyszłam za bramę i zauważyłam ponownie Wilhelma. Odwróciłam od niego wzrok i poszłam dalej nie zwracając na niego uwagi. Zauważyłam taksówkę, więc podbiegłam do niej.
To był kierunek dom.
Po piętnastu minutach byliśmy już na miejscu. Otworzyłam drzwi do domu i zamknęłam je od razu. Położyłam torbę na stole i ściągnęłam buty. Usiadłam wygodnie w fotelu i wykręciłam numer do mojej mamy. Od razu odebrała.
- Halo?
- Cześć mamo, nie przeszkadzam? - zapytałam.
- Nie, coś się stało?
- Tak, właśnie - zawahałam się chwilę nad tym, czy powiedzieć mamie o sprawie sprzed paru godzin. Jednak wolałam, żeby wiedziała. - Chodzi o Wilhelma...
- Tak?
- Zaatakował mnie - westchnęłam.
Zapadła cisza. Sprawdziłam telefon i okazało się, że połączenie zostało przerwane.
Westchnęłam.
Wstałam i podeszłam do kuchni zrobić sobie kolację, po czym położyłam się do łóżka. Nie chciałam dłużej być sama. Zbliżała się wojna z czymś, o czym nie mieliśmy bladego pojęcia. Prędzej czy później i tak umrzemy.. Zamknęłam oczy i próbowałam zasnąć.
- Znalazłem cię padniętą na ulicy - zaczął Drynian.
Podrapałam się po głowie próbując przypomnieć sobie cokolwiek sprzed paru godzin.
Pustka.
- Zostaniesz przesłuchana - dopowiedział Damen.
Spojrzałam na niego jakbym miała iść na skazanie. Dlaczego miałabym być przesłuchiwana? Po chwili jednak zrozumiałam dlaczego. Wyciągnęłam z torby wszystkie papiery dotyczące analizy. Podeszłam do Damena i wręczyłam je.
- Po tym jak poszedłeś odkryłam coś, o czym musicie wiedzieć - westchnęłam.
Popatrzył mi w oczy dając mi do zrozumienia, że przyjął rozkaz. Odsunęłam się i spojrzałam w kierunku drugiego chłopaka. Chrząknęłam, po czym przeprosiłam ich obu i zeszłam. Przez chwilę czułam jeszcze ich wzrok na moich plecach, ale to minęło. Wyszłam z budynku i zorientowałam się, że byłam w rezydencji Feinów. Stąd roiło się tam od ochroniarzy, sprzątaczek i gosposi. Wyszłam za bramę i zauważyłam ponownie Wilhelma. Odwróciłam od niego wzrok i poszłam dalej nie zwracając na niego uwagi. Zauważyłam taksówkę, więc podbiegłam do niej.
To był kierunek dom.
Po piętnastu minutach byliśmy już na miejscu. Otworzyłam drzwi do domu i zamknęłam je od razu. Położyłam torbę na stole i ściągnęłam buty. Usiadłam wygodnie w fotelu i wykręciłam numer do mojej mamy. Od razu odebrała.
- Halo?
- Cześć mamo, nie przeszkadzam? - zapytałam.
- Nie, coś się stało?
- Tak, właśnie - zawahałam się chwilę nad tym, czy powiedzieć mamie o sprawie sprzed paru godzin. Jednak wolałam, żeby wiedziała. - Chodzi o Wilhelma...
- Tak?
- Zaatakował mnie - westchnęłam.
Zapadła cisza. Sprawdziłam telefon i okazało się, że połączenie zostało przerwane.
Westchnęłam.
Wstałam i podeszłam do kuchni zrobić sobie kolację, po czym położyłam się do łóżka. Nie chciałam dłużej być sama. Zbliżała się wojna z czymś, o czym nie mieliśmy bladego pojęcia. Prędzej czy później i tak umrzemy.. Zamknęłam oczy i próbowałam zasnąć.
1/20/2017
I.IV
1 lipca 2499 rok.
Wstałam o godzinie 5:30, bo nie mogłam spać. Ciągle miałam koszmary z poprzedniego dnia. Wstałam z łóżka i podeszłam do łazienki. Obmyłam twarz lodowatą wodą, aby się bardziej przebudzić. Zeszłam na dół i spojrzałam na pudełko. Nie miałam zamiaru go otwierać, ani nic. Przeszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie, a później umyłam zęby. Szybko się ubrałam i związałam włosy w kok. Wzięłam ze sobą torbę i pudełko. Wyszłam z domu zamykając go na wszystkie zamki dla pewności, żeby nikt się nie wkradł - zawsze tak robię. Zaczęłam powoli iść w kierunku laboratorium. W pewnej chwili jednak zadzwonił mi telefon. Pudełko włożyłam pod pachę i sięgnęłam po urządzenie. Spojrzałam na ekran - moja mama dzwoniła. Odebrałam.
- Halo mamo - uśmiechnęłam się.
- Cześć kochanie, nie przeszkadzam? - zapytała.
- Nie, właśnie idę do laboratorium.
- Pani Celene poinformowała nas o wczorajszych zdarzeniach.. - brzmiała niezbyt radośnie.
- Wypełniłam swój rozkaz.
- Cieszę się, że nic ci się nie stało.
- To tylko dzięki Damenowi - westchnęłam.
Zapadła cisza na chwilę. Nie miałam pojęcia, czym była spowodowana. Po chwili jednak usłyszałam oddech mamy i jej odpowiedź.
- Cieszę się, że generał ci uratował życie - ucieszyła się. - Muszę jednak kończyć, zobaczymy się niedługo..
- Pa mamo - rozłączyła się.
Spojrzałam na zegarek i była 6:40. Zaczęłam biec, żeby się nie spóźnić. Przy laboratorium wpadłam w drzwiach na Damena, który nie wyglądał na zadowolonego z tej sytuacji. Odsunęłam się. Popatrzył na mnie i otworzył mi drzwi, które same się zamknęły. Ukłoniłam się i weszłam do laboratorium. Na swoim stanowisku położyłam torbę i pudełko. Damen tylko się przyglądał z daleka, jednak po chwili podszedł do mojego stanowiska. Reszta ludzi przyszła i zaszokowała się obecnością Damena w laboratorium. Gdyby się wczoraj w nocy nie zapowiedział, to też byłabym zszokowana. Wyciągnęłam próbki z torby i poczułam oddech Damena na mojej szyi - był bardzo blisko. Przełknęłam ślinę i powoli otworzyłam pudełko. Spojrzałam na zwój kabli imitujących żyły - raczej żyło-podobne coś całe w niebiesko-fioletowej mazi. Założyłam rękawice i wyciągnęłam to z pudełka. Spojrzałam na Damena.
- To serce - odpowiedział widząc moje zdziwienie.
Trzymając to w ręce czułam, że ten organ dalej bije, co zdziwiło mnie bardziej. Odłożyłam organ do pudła z azotem, a zajęłam się badaniem próbki. Wzięłam jedną kroplę pod mikroskop i zauważyłam, że ta krew, którą oglądam miała zupełną odwrotność komórek w naszej krwi - była trucizną dla naszej krwi. Przyjrzałam się bardziej i stwierdziłam, że to nie jest człowiek ani osobnik chociaż w jednym procencie podobny do człowieka. Wzięłam strzykawkę i pobrałam parę kropli mojej krwi, po czym zmieszałam je z próbką na szkiełku. Stała się cała czarna i obumarła od jednej chwili, jednej sekundy zetknięcia się z krwią stworzenia. Zdjęłam okulary i odsunęłam się od mikroskopu.
- Mamy problem - powiedziałam, po czym pokazałam mu reakcje. - To, co myślałam, że jest krwią jest tak naprawdę odwrotnością naszej krwi, czyli trucizną - westchnęłam. - Po zetknięciu próbki z krwią człowieka zachodzi reakcja, w której obumierają wszystkie komórki człowiecze - spojrzałam na Damena. - Obumiera każda tkanka całego ciała.
- To nie jest człowiek - stwierdził Damen.
- Nie - odpowiedziałam. - Coś w stylu maszyny zabójczej dla człowieka, ale żeby określić jaka to maszyna to muszę zbadać serce, które mi dałeś.
Odwróciłam się do pudła z ciekłym azotem i sprawdziłam, że serca nie ma. Spojrzałam na każdego z pracowników.
Wpadłam w panikę.
- Nie ma serca - przygryzłam wargę.
Odwróciłam się do Damena i westchnęłam. On spojrzał na mnie z niezadowolonym wyrazem twarzy. Nawaliłam. Zaczęłam zastanawiać się jak nikt nie zauważył osoby, która ukradła ten organ. Rozejrzałam się dookoła i zauważyłam kamery. Poszliśmy do schowka i oglądnęliśmy monitoring, na którym nie było widać nic - jakby serce samo z siebie wyparowało. Złapałam się za głowę. Nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. Damen spojrzał na mnie, jednak po chwili wyszedł z pokoju, a później z całego budynku. Wyszłam ze schowka i trzasnęłam drzwiami. Podeszłam do swojego stanowiska i ściągnęłam maź, którą miałam na rękawiczkach - pozostałość po sercu. Sprawdziłam ją dokładnie i zauważyłam, że maź ma właściwości podobne do mazi, z których tworzyło się zaawansowane roboty. Nie trzymało się to wszystko kupy, bo po analizie wyglądało, jakby naprawdę to była maszyna człowieko-podobna, ale zabójcza po zetknięciu z krwią. Spisałam na komputerze całą analizę poprzedzając argumenty zdjęciami i wydrukowałam.
- Dzisiaj muszę wcześniej wyjść - powiedziałam, po czym wyszłam. Zaczęłam biec w stronę parlamentu, ale napotkałam Wilhelma.
- Dzień dobry panienko - uśmiechnął się.
- Witaj - odpowiedziałam.
- Gdzie się wybierasz?
- Muszę zanieść pewien papier założycielom - uśmiechnęłam się.
- To miłego dnia życzę - uśmiechnął się raz jeszcze i poszedł.
Wydawało mi się to dziwne, ale poczułam w pewnej chwili ukucie. Wymacałam plecy i wyciągnęłam strzykawkę, ale później upadłam na środku ulicy.
Wstałam o godzinie 5:30, bo nie mogłam spać. Ciągle miałam koszmary z poprzedniego dnia. Wstałam z łóżka i podeszłam do łazienki. Obmyłam twarz lodowatą wodą, aby się bardziej przebudzić. Zeszłam na dół i spojrzałam na pudełko. Nie miałam zamiaru go otwierać, ani nic. Przeszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie, a później umyłam zęby. Szybko się ubrałam i związałam włosy w kok. Wzięłam ze sobą torbę i pudełko. Wyszłam z domu zamykając go na wszystkie zamki dla pewności, żeby nikt się nie wkradł - zawsze tak robię. Zaczęłam powoli iść w kierunku laboratorium. W pewnej chwili jednak zadzwonił mi telefon. Pudełko włożyłam pod pachę i sięgnęłam po urządzenie. Spojrzałam na ekran - moja mama dzwoniła. Odebrałam.
- Halo mamo - uśmiechnęłam się.
- Cześć kochanie, nie przeszkadzam? - zapytała.
- Nie, właśnie idę do laboratorium.
- Pani Celene poinformowała nas o wczorajszych zdarzeniach.. - brzmiała niezbyt radośnie.
- Wypełniłam swój rozkaz.
- Cieszę się, że nic ci się nie stało.
- To tylko dzięki Damenowi - westchnęłam.
Zapadła cisza na chwilę. Nie miałam pojęcia, czym była spowodowana. Po chwili jednak usłyszałam oddech mamy i jej odpowiedź.
- Cieszę się, że generał ci uratował życie - ucieszyła się. - Muszę jednak kończyć, zobaczymy się niedługo..
- Pa mamo - rozłączyła się.
Spojrzałam na zegarek i była 6:40. Zaczęłam biec, żeby się nie spóźnić. Przy laboratorium wpadłam w drzwiach na Damena, który nie wyglądał na zadowolonego z tej sytuacji. Odsunęłam się. Popatrzył na mnie i otworzył mi drzwi, które same się zamknęły. Ukłoniłam się i weszłam do laboratorium. Na swoim stanowisku położyłam torbę i pudełko. Damen tylko się przyglądał z daleka, jednak po chwili podszedł do mojego stanowiska. Reszta ludzi przyszła i zaszokowała się obecnością Damena w laboratorium. Gdyby się wczoraj w nocy nie zapowiedział, to też byłabym zszokowana. Wyciągnęłam próbki z torby i poczułam oddech Damena na mojej szyi - był bardzo blisko. Przełknęłam ślinę i powoli otworzyłam pudełko. Spojrzałam na zwój kabli imitujących żyły - raczej żyło-podobne coś całe w niebiesko-fioletowej mazi. Założyłam rękawice i wyciągnęłam to z pudełka. Spojrzałam na Damena.
- To serce - odpowiedział widząc moje zdziwienie.
Trzymając to w ręce czułam, że ten organ dalej bije, co zdziwiło mnie bardziej. Odłożyłam organ do pudła z azotem, a zajęłam się badaniem próbki. Wzięłam jedną kroplę pod mikroskop i zauważyłam, że ta krew, którą oglądam miała zupełną odwrotność komórek w naszej krwi - była trucizną dla naszej krwi. Przyjrzałam się bardziej i stwierdziłam, że to nie jest człowiek ani osobnik chociaż w jednym procencie podobny do człowieka. Wzięłam strzykawkę i pobrałam parę kropli mojej krwi, po czym zmieszałam je z próbką na szkiełku. Stała się cała czarna i obumarła od jednej chwili, jednej sekundy zetknięcia się z krwią stworzenia. Zdjęłam okulary i odsunęłam się od mikroskopu.
- Mamy problem - powiedziałam, po czym pokazałam mu reakcje. - To, co myślałam, że jest krwią jest tak naprawdę odwrotnością naszej krwi, czyli trucizną - westchnęłam. - Po zetknięciu próbki z krwią człowieka zachodzi reakcja, w której obumierają wszystkie komórki człowiecze - spojrzałam na Damena. - Obumiera każda tkanka całego ciała.
- To nie jest człowiek - stwierdził Damen.
- Nie - odpowiedziałam. - Coś w stylu maszyny zabójczej dla człowieka, ale żeby określić jaka to maszyna to muszę zbadać serce, które mi dałeś.
Odwróciłam się do pudła z ciekłym azotem i sprawdziłam, że serca nie ma. Spojrzałam na każdego z pracowników.
Wpadłam w panikę.
- Nie ma serca - przygryzłam wargę.
Odwróciłam się do Damena i westchnęłam. On spojrzał na mnie z niezadowolonym wyrazem twarzy. Nawaliłam. Zaczęłam zastanawiać się jak nikt nie zauważył osoby, która ukradła ten organ. Rozejrzałam się dookoła i zauważyłam kamery. Poszliśmy do schowka i oglądnęliśmy monitoring, na którym nie było widać nic - jakby serce samo z siebie wyparowało. Złapałam się za głowę. Nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. Damen spojrzał na mnie, jednak po chwili wyszedł z pokoju, a później z całego budynku. Wyszłam ze schowka i trzasnęłam drzwiami. Podeszłam do swojego stanowiska i ściągnęłam maź, którą miałam na rękawiczkach - pozostałość po sercu. Sprawdziłam ją dokładnie i zauważyłam, że maź ma właściwości podobne do mazi, z których tworzyło się zaawansowane roboty. Nie trzymało się to wszystko kupy, bo po analizie wyglądało, jakby naprawdę to była maszyna człowieko-podobna, ale zabójcza po zetknięciu z krwią. Spisałam na komputerze całą analizę poprzedzając argumenty zdjęciami i wydrukowałam.
- Dzisiaj muszę wcześniej wyjść - powiedziałam, po czym wyszłam. Zaczęłam biec w stronę parlamentu, ale napotkałam Wilhelma.
- Dzień dobry panienko - uśmiechnął się.
- Witaj - odpowiedziałam.
- Gdzie się wybierasz?
- Muszę zanieść pewien papier założycielom - uśmiechnęłam się.
- To miłego dnia życzę - uśmiechnął się raz jeszcze i poszedł.
Wydawało mi się to dziwne, ale poczułam w pewnej chwili ukucie. Wymacałam plecy i wyciągnęłam strzykawkę, ale później upadłam na środku ulicy.
1/18/2017
I.III
Spanikowałam, bo nie wiedziałam jak się teraz wydostaniemy. Drynian zawołał mnie, po czym powiedział, że Damen wie jak dojść do bazy, do miasta. Musieliśmy jednak biec najszybciej jak potrafimy. Zgodziłam się.
Ruszyliśmy w stronę miasto co chwilę oglądając się za siebie, czy ten potwór przeżył. Na nasze szczęście nie widzieliśmy nawet cienia. Zatrzymaliśmy się po półgodzinnym biegu. Damen spojrzał na mnie.
- Masz te próbki? - zapytał.
Nie wiedziałam jak się zachować, bo pierwszy raz się do mnie odezwał. Zaglądnęłam do swojej torby i przeszukałam ją.
- Tak, mam - odpowiedziałam
On podszedł do Dryniana i szepnął mu coś do ucha, po czym Drynian podszedł do mnie, a Damen pobiegł w drugą stronę. Patrzyłam na sylwetkę Feina jak się oddalał. Drynian złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć.
- Dlaczego on to zrobił? - wyrwałam się.
- Tam są nasi ludzie - westchnął Drynian. - On nie mógł ich tam zostawić, a ty musisz jak najszybciej zanieść te próbki do laboratorium.
Wiedziałam, że moje zadanie mogło być najważniejsze. Każdy, kto przyjechał ze mną osłaniał mnie, abym zebrała te nędzne próbki. Miałam bardzo proste zadanie - zanieść je do miasta i zbadać. Przełożyłam torbę przez ramię i zaczęłam biec w stronę miasta.
Co pół godziny Drynian zatrzymywał się na pięć minut, by odetchnąć i napić się wody. Ciągiem nie dalibyśmy rady tam dobiec, ale po czterech godzinach udało nam się. Żałowałam, że nie zapisałam się na siłownie i tego, że to miasto było aż tak oddalone od miejsca pobytu tego stworzenia. Chociaż to było szczęście akurat, inaczej zabiłby nas wszystkich.
Podeszliśmy do bramy i pokazaliśmy swoje identyfikatory. Od razu nas wpuścili. Razem z Drynianem jak najszybciej dostaliśmy się do sali obrad założycieli miasta. Tam wyciągnęłam próbki i pokazałam Christophowi i Celene. Spojrzałam w stronę drzwi i zauważyłam Wilhelma, który podejrzliwie patrzył na to wszystko. Przypatrywałam mu się chwilę - najpierw spoglądał na próbki, a później wykręcił do kogoś numer. Nie chciałam nawet pytać, co mu się stało. Pani Fein spojrzała na mnie i na Dryniana - jeździła po nas wzrokiem.
- A gdzie mój syn? - zapytała po chwili.
Spojrzałam w dół, a Drynian chrząknął.
- Dostałem rozkaz od niego zaprowadzenia dziewczyny do miasta - odpowiedział. - A sam Damen poszedł ratować innych.
Celene spojrzała na Christopha.
- On zawsze robi, co uważa za słuszne - westchnęła. - Możecie już iść.
Po tych słowach zabrałam próbki ze sobą i wyszłam z sali. Przeszłam obok Wilhelma, którzy spojrzał na mnie bardzo podejrzliwie, chociaż jak później zauważyłam patrzył tylko na moją torbę. Pobiegłam najszybciej do windy, bo nie wiedziałam, co naprawdę działo się w Wilhelma głowie. Zjechałam na sam dół. Wychodząc spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 22:30, a więc zostało pół godziny do godziny policyjnej. Po 23 na tygodniu zabraniało się wychodzić z domów, więc zamiast do laboratorium musiałam pospieszyć się do mieszkania.
Zatrzymałam taksówkę i przyjechałam pod sam dom. Weszłam do środka i zamknęłam wszystkie zamki na klucz. Położyłam torbę w moim pokoju i rozebrałam się do naga.
- Czas na chwilę odpoczynku - powiedziałam puszczając gorącą wodę do wanny, po czym weszłam do niej i zaczęłam się relaksować.
Mój relaks jednak zakłóciło pukanie do drzwi. Owinęłam się w ręcznik i zeszłam na dół. Otworzyłam drzwi i zauważyłam Damena Feina. Trzymał w ręku pudełko.
- Jutro o godzinie 7 w laboratorium - podał mi pudełko. - Przy mnie otworzysz pudełko i zbadasz zawartość wraz z próbkami.
Wzięłam do rąk pudełko i spojrzałam na niego.
- Tak jest - odpowiedziałam.
- Miłej nocy - odwrócił się i poszedł.
Zamknęłam drzwi i położyłam na stole pudełko. Wbiegłam na górę i ubrałam piżamę. Po całym dniu szybko poszłam spać.
Ruszyliśmy w stronę miasto co chwilę oglądając się za siebie, czy ten potwór przeżył. Na nasze szczęście nie widzieliśmy nawet cienia. Zatrzymaliśmy się po półgodzinnym biegu. Damen spojrzał na mnie.
- Masz te próbki? - zapytał.
Nie wiedziałam jak się zachować, bo pierwszy raz się do mnie odezwał. Zaglądnęłam do swojej torby i przeszukałam ją.
- Tak, mam - odpowiedziałam
On podszedł do Dryniana i szepnął mu coś do ucha, po czym Drynian podszedł do mnie, a Damen pobiegł w drugą stronę. Patrzyłam na sylwetkę Feina jak się oddalał. Drynian złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć.
- Dlaczego on to zrobił? - wyrwałam się.
- Tam są nasi ludzie - westchnął Drynian. - On nie mógł ich tam zostawić, a ty musisz jak najszybciej zanieść te próbki do laboratorium.
Wiedziałam, że moje zadanie mogło być najważniejsze. Każdy, kto przyjechał ze mną osłaniał mnie, abym zebrała te nędzne próbki. Miałam bardzo proste zadanie - zanieść je do miasta i zbadać. Przełożyłam torbę przez ramię i zaczęłam biec w stronę miasta.
Co pół godziny Drynian zatrzymywał się na pięć minut, by odetchnąć i napić się wody. Ciągiem nie dalibyśmy rady tam dobiec, ale po czterech godzinach udało nam się. Żałowałam, że nie zapisałam się na siłownie i tego, że to miasto było aż tak oddalone od miejsca pobytu tego stworzenia. Chociaż to było szczęście akurat, inaczej zabiłby nas wszystkich.
Podeszliśmy do bramy i pokazaliśmy swoje identyfikatory. Od razu nas wpuścili. Razem z Drynianem jak najszybciej dostaliśmy się do sali obrad założycieli miasta. Tam wyciągnęłam próbki i pokazałam Christophowi i Celene. Spojrzałam w stronę drzwi i zauważyłam Wilhelma, który podejrzliwie patrzył na to wszystko. Przypatrywałam mu się chwilę - najpierw spoglądał na próbki, a później wykręcił do kogoś numer. Nie chciałam nawet pytać, co mu się stało. Pani Fein spojrzała na mnie i na Dryniana - jeździła po nas wzrokiem.
- A gdzie mój syn? - zapytała po chwili.
Spojrzałam w dół, a Drynian chrząknął.
- Dostałem rozkaz od niego zaprowadzenia dziewczyny do miasta - odpowiedział. - A sam Damen poszedł ratować innych.
Celene spojrzała na Christopha.
- On zawsze robi, co uważa za słuszne - westchnęła. - Możecie już iść.
Po tych słowach zabrałam próbki ze sobą i wyszłam z sali. Przeszłam obok Wilhelma, którzy spojrzał na mnie bardzo podejrzliwie, chociaż jak później zauważyłam patrzył tylko na moją torbę. Pobiegłam najszybciej do windy, bo nie wiedziałam, co naprawdę działo się w Wilhelma głowie. Zjechałam na sam dół. Wychodząc spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 22:30, a więc zostało pół godziny do godziny policyjnej. Po 23 na tygodniu zabraniało się wychodzić z domów, więc zamiast do laboratorium musiałam pospieszyć się do mieszkania.
Zatrzymałam taksówkę i przyjechałam pod sam dom. Weszłam do środka i zamknęłam wszystkie zamki na klucz. Położyłam torbę w moim pokoju i rozebrałam się do naga.
- Czas na chwilę odpoczynku - powiedziałam puszczając gorącą wodę do wanny, po czym weszłam do niej i zaczęłam się relaksować.
Mój relaks jednak zakłóciło pukanie do drzwi. Owinęłam się w ręcznik i zeszłam na dół. Otworzyłam drzwi i zauważyłam Damena Feina. Trzymał w ręku pudełko.
- Jutro o godzinie 7 w laboratorium - podał mi pudełko. - Przy mnie otworzysz pudełko i zbadasz zawartość wraz z próbkami.
Wzięłam do rąk pudełko i spojrzałam na niego.
- Tak jest - odpowiedziałam.
- Miłej nocy - odwrócił się i poszedł.
Zamknęłam drzwi i położyłam na stole pudełko. Wbiegłam na górę i ubrałam piżamę. Po całym dniu szybko poszłam spać.
1/16/2017
I.II
30 czerwca 2499 rok.
Wstałam najwcześniej jak potrafiłam i pierwsze co, to wzięłam list zaadresowany do moich rodziców. Po przeczytaniu go okazało się, że zidentyfikowano blisko oddziału nieznane stworzenie i proszą córkę Vellian o zjawienie się w punkcie szóstym, co oznacza odprawę. Czyżby chcieli użyczyć mojej pomocy do złapania tego ustrojstwa? Nie wiem, czy nie popełniliby przy tym błędu.. Dowiedziałam się również, że za cztery godziny członek rady F.C.21 zjawi się po mnie. Do tego czasu nie wolno mi wychodzić z domu.
Dzień zapowiada się niesamowicie.. Szkoda, że się nie cieszę.
Czekać cztery godziny, by iść do punktu szóstego to nie jest coś, czym mogłabym się zachwycać. Usiadłam do komputera sprawdzić, czy w lokalnej sieci krążą plotki o tym, co się zdarzyło. Niestety nic nie mogłam znaleźć. Zamknęłam laptop i podeszłam do toaletki zrobić makijaż. Normalna czynność dla normalnych ludzi, ale wydawało mi się, jakbym tego od wieków nie robiła. No cóż, do normalnych już raczej nie należę. Patrzyłam na swoje odbicie w lustrze zastanawiając się, co będzie za parę godzin. Nie miałam pojęcia, czy to stworzenie będzie żyć, a my z nim będziemy musieli się zmierzyć. Nie napisali kto ma podejść po mnie. Prawdę mówiąc byłam w wielkiej kropce. Dokończyłam swój makijaż i upięłam włosy w koka, aby nie latały mi na wszystkie strony. Wstałam i podeszłam do lodówki. Wyciągnęłam wodę oraz warzywa, by zrobić sobie sałatkę. Zdaje mi się, że zajęłam się banalnymi rzeczami tylko dla zabicia czasu. Nie czułam głodu, lecz strach. Strach o niewiadome. Nikt nie wiedział, co nas czeka za parę godzin. Moje rozważania zajęły mi bardzo dużo czasu, że nie zauważyłam szybkiego jego upływu.
Usłyszałam dzwonek do drzwi.
Szybko wstałam z krzesła przy stole w jadalni i podeszłam do drzwi. Niepewnie zaczęłam pociągać za klamkę. Jeden z młodzieńców wparował do mojego domu bardzo pośpiesznie. Ze zdziwieniem spojrzałam na niego. Po chwili jednak wszedł ten, którego się najbardziej opowiadałam - dziedzic rodu Feinów - Damen. Już na samo imię przechodziły mnie ciarki. Nigdy nie myślałam, że znajdę się w tak bliskiej sytuacji z nim. Od niego dzieliła mnie pięciocentymetrowa tekstura drzwi. Stanął i nie szepną słowa tylko skinął palcem. Zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy ze sobą i poszłam za nim. Odprowadził mnie do odprawy, ale na tym nie przystało. Wiedziałam, że pojedzie z nami. Jak na dziedzica był bardzo cichy, ale nie wiedziałam, czy mogłam to nazwać komplementem. Co chwilę zerkałam na jego twarz. Nie spojrzał na mnie na moment.
Nie zaprzyjaźnimy się.
Zawołali nas do śmigłowca i ruszyliśmy do strefy zagrożonej. Na początku z góry obserwowaliśmy terytorium, ale piloci uzgodnili z centralą lądowanie. Komendant przydzielił do każdego z nas broń oraz dobrał nas w trzyosobowe grupy. Ja oczywiście wylądowałam z najgorszymi - Damenem i Drynianem. Ten drugi był przyjacielem dziedzica. Oboje ruszyli za mną rozmawiając w międzyczasie. Ja sama szłam przed siebie rozglądając się dookoła. Przydzielono mi bowiem zadanie zidentyfikowanie stworzenia i pobranie z niego jak największej ilości próbek przy pomocy dwóch "ochroniarzy". Nikt nie miał pojęcia, czy stworzenie żyło, albo się przemieściło, czy jest pośród nas. Nie byliśmy tak naprawdę przygotowani na atak ze strony nieznanego gatunku. Idąc tak parę minut przed siebie zauważyłam poruszenie w krzakach. Zatrzymałam się tamując dwóch generałów.
- Patrzcie - wskazałam im palcem miejsce.
Jeden z nich - oczywiście Damen, podszedł do krzaków. Powoli posuwał się do wyznaczonego celu, aż w końcu zauważył, że nikogo tam nie było. Odwrócił się do nas i spoglądnął nad moją głowę. Nie zwróciłby na mnie uwagi, jakby nikogo za mną nie było. Drynian delikatnie zwrócił głowę w moją stronę i zauważył to stworzenie.
- Nie ruszaj się - szepnął do mnie i spojrzał na Damena.
Damen delikatnie wyciągnął broń i starał się jak najszybciej przeładować naboje. Stałam unieruchomiona. Czułam oddech tego czegoś na mojej szyi. Po chwili serce zaczęło mi mocniej bić. Generał Fein wymierzył precyzyjnie strzał i nacisnął spust. Nabój poleciał centymetr nad moim kokiem prosto w głowę tego czegoś. Szybko się odwróciłam, jednak nie poszłam dalej. Upadłam na kolana i wyciągnęłam strzykawki, by pobrać jak najwięcej próbek. Nie mieliśmy pojęcia, czy to coś żyło jeszcze. Zrobiłam to, co miałam wyznaczone i razem z chłopakami zaczęłam biec w stronę śmigłowca.
Jak się okazało był zmasakrowany.
Usłyszałam dzwonek do drzwi.
Szybko wstałam z krzesła przy stole w jadalni i podeszłam do drzwi. Niepewnie zaczęłam pociągać za klamkę. Jeden z młodzieńców wparował do mojego domu bardzo pośpiesznie. Ze zdziwieniem spojrzałam na niego. Po chwili jednak wszedł ten, którego się najbardziej opowiadałam - dziedzic rodu Feinów - Damen. Już na samo imię przechodziły mnie ciarki. Nigdy nie myślałam, że znajdę się w tak bliskiej sytuacji z nim. Od niego dzieliła mnie pięciocentymetrowa tekstura drzwi. Stanął i nie szepną słowa tylko skinął palcem. Zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy ze sobą i poszłam za nim. Odprowadził mnie do odprawy, ale na tym nie przystało. Wiedziałam, że pojedzie z nami. Jak na dziedzica był bardzo cichy, ale nie wiedziałam, czy mogłam to nazwać komplementem. Co chwilę zerkałam na jego twarz. Nie spojrzał na mnie na moment.
Nie zaprzyjaźnimy się.
Zawołali nas do śmigłowca i ruszyliśmy do strefy zagrożonej. Na początku z góry obserwowaliśmy terytorium, ale piloci uzgodnili z centralą lądowanie. Komendant przydzielił do każdego z nas broń oraz dobrał nas w trzyosobowe grupy. Ja oczywiście wylądowałam z najgorszymi - Damenem i Drynianem. Ten drugi był przyjacielem dziedzica. Oboje ruszyli za mną rozmawiając w międzyczasie. Ja sama szłam przed siebie rozglądając się dookoła. Przydzielono mi bowiem zadanie zidentyfikowanie stworzenia i pobranie z niego jak największej ilości próbek przy pomocy dwóch "ochroniarzy". Nikt nie miał pojęcia, czy stworzenie żyło, albo się przemieściło, czy jest pośród nas. Nie byliśmy tak naprawdę przygotowani na atak ze strony nieznanego gatunku. Idąc tak parę minut przed siebie zauważyłam poruszenie w krzakach. Zatrzymałam się tamując dwóch generałów.
- Patrzcie - wskazałam im palcem miejsce.
Jeden z nich - oczywiście Damen, podszedł do krzaków. Powoli posuwał się do wyznaczonego celu, aż w końcu zauważył, że nikogo tam nie było. Odwrócił się do nas i spoglądnął nad moją głowę. Nie zwróciłby na mnie uwagi, jakby nikogo za mną nie było. Drynian delikatnie zwrócił głowę w moją stronę i zauważył to stworzenie.
- Nie ruszaj się - szepnął do mnie i spojrzał na Damena.
Damen delikatnie wyciągnął broń i starał się jak najszybciej przeładować naboje. Stałam unieruchomiona. Czułam oddech tego czegoś na mojej szyi. Po chwili serce zaczęło mi mocniej bić. Generał Fein wymierzył precyzyjnie strzał i nacisnął spust. Nabój poleciał centymetr nad moim kokiem prosto w głowę tego czegoś. Szybko się odwróciłam, jednak nie poszłam dalej. Upadłam na kolana i wyciągnęłam strzykawki, by pobrać jak najwięcej próbek. Nie mieliśmy pojęcia, czy to coś żyło jeszcze. Zrobiłam to, co miałam wyznaczone i razem z chłopakami zaczęłam biec w stronę śmigłowca.
Jak się okazało był zmasakrowany.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)