Obudziłam się z samego rana zebrać się do laboratorium. Spojrzałam na telefon i zauważyłam parę nieodebranych telefonów. Przeraziłam się trochę, ponieważ nie wiedziałam, kto to mógł być.
Numer prywatny.
I ja miałam takie coś odebrać, albo zadzwonić, by dowiedzieć się, o co chodzi. Szybko zebrałam się i zeszłam na dół zrobić sobie śniadanie. Po półgodzinach otworzyłam drzwi, aby wyjść z domu. Jednak przed drzwiami stał Damen. Pewnie chciał mnie przesłuchać. Zaprosiłam go do środka i poczęstowałam herbatą oraz ciastkami. Spojrzał na mnie i zaczął zadawać pytania.
- Wiesz, kto cię zaatakował?
- Wilhelm Baysen - odpowiedziałam.
- Gdyż?
- Nie wiem, uśmiechnęłam się do niego - westchnęłam. - Przeprowadziliśmy krótką konwersację, a później mnie zaatakował.
- Wiesz, o co mu mogło chodzić?
- Ostatnio dziwnie reagował na wszystkie wiadomości na temat tej niezidentyfikowanej istoty... - przerwałam na chwilę. - Może dla tego.
Wziął do ręki filiżankę i upił łyk herbaty. Wcale nie zdziwiła go wiadomość o Wilhelmie. Czyżby on też podejrzewał Wilhelma? Wstał i szykował się do wyjścia. Zatrzymałam go chwytając za dłoń.
- Co teraz będzie? - zapytałam.
On spojrzał na mnie z opanowaniem - zresztą jak zawsze. Wziął moją dłoń i odsunął ją lekko, po czym chwycił za klamkę od drzwi.
- Zobaczymy, jak się sprawa potoczy - odpowiedział, po czym wyszedł.
Wyszłam za nim, bo mogłam spóźnić się do laboratorium. Damen widząc mnie biegającą w stronę pracy wsiadł w samochód i zajechał mi drogę.
- Podwieźć cię, Vellian? - zapytał. Jego głos brzmiał jak anielski.
Nie zastanawiając się ani chwili dłużej wsiadłam do jego samochodu, a po chwili znalazłam się przy mojej pracy. Uśmiechnęłam się.
- Dziękuję bardzo - wysiadłam z samochodu i pospieszyłam do budynku. Podeszłam do tłumu ludzi i zobaczyłam pracownika leżącego na podłodze. Był martwy. Ale co się stało? Spoglądnęłam w stronę mojego stanowiska, ale nie zostawiłam żadnej fiolki. Czułam, że coś się zaczęło. Albo miało zacząć. Parę osób posprzątało ten bałagan, a my wróciliśmy do pracy.
***
Wracając do domu taksówką spoglądałam w stronę pięknego lasu. Wszystko było takie żywe i kolorowe. Zaniepokoiła mnie jedynie czarna plama na tle zieleni. Myślałam, że mi się przywidziało, więc spojrzałam raz jeszcze. Naprawdę coś tam stało. Odsunęłam się od okna. Miałam poinformować o tym założycieli? Mogła to być istotna informacja. Kazałam natychmiast zatrzymać się taksówkarzowi i wysiadłam. Zaczęłam iść w kierunku lasu, aby bliżej przyjrzeć się kształtowi. Niestety jak podbiegłam bliżej, niczego tam nie było. Zawiedziona pobiegłam do swojego domu.
Jak zwykle zrobiłam sobie obiad i siedziałam przed kominem czytając kolejne romansidło. W tych czasach związki miłosne są jedynie w książkach. Czytając czułam, jakbym ja sama wszystko przeżywała. Moja wyobraźnia nie miała granic co do takich rzeczy. Wieczorem zaparzyłam sobie kawę włączyłam telewizor. Same bzdury leciały. Szybko wyłączyłam telewizor i poszłam na górę. Zadzwonił do mnie telefon. Znowu prywatny numer. Położyłam się na łóżku i odebrałam.
- Halo? Kto dzwoni?
- Z tej strony Damen Fein - odpowiedział. - Będziesz mi jutro potrzebna.
Po tych słowach rozłączył się. Może to on do mnie dzwonił wczoraj w nocy? Zaczynałam mieć więcej pytań, niż odpowiedzi. Spróbowałam wykręcić numer do mojej mamy, ale odzywała się tylko sekretarka. Martwiłam się po ostatniej rozmowie o rodziców. Odkąd niespodziewanie rozłączył się ten telefon nie miałam z nimi kontaktu. Ale ważne było tu i teraz. A szykowało się coś złego.