1 lipca 2499 rok.
Wstałam o godzinie 5:30, bo nie mogłam spać. Ciągle miałam koszmary z poprzedniego dnia. Wstałam z łóżka i podeszłam do łazienki. Obmyłam twarz lodowatą wodą, aby się bardziej przebudzić. Zeszłam na dół i spojrzałam na pudełko. Nie miałam zamiaru go otwierać, ani nic. Przeszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie, a później umyłam zęby. Szybko się ubrałam i związałam włosy w kok. Wzięłam ze sobą torbę i pudełko. Wyszłam z domu zamykając go na wszystkie zamki dla pewności, żeby nikt się nie wkradł - zawsze tak robię. Zaczęłam powoli iść w kierunku laboratorium. W pewnej chwili jednak zadzwonił mi telefon. Pudełko włożyłam pod pachę i sięgnęłam po urządzenie. Spojrzałam na ekran - moja mama dzwoniła. Odebrałam.
- Halo mamo - uśmiechnęłam się.
- Cześć kochanie, nie przeszkadzam? - zapytała.
- Nie, właśnie idę do laboratorium.
- Pani Celene poinformowała nas o wczorajszych zdarzeniach.. - brzmiała niezbyt radośnie.
- Wypełniłam swój rozkaz.
- Cieszę się, że nic ci się nie stało.
- To tylko dzięki Damenowi - westchnęłam.
Zapadła cisza na chwilę. Nie miałam pojęcia, czym była spowodowana. Po chwili jednak usłyszałam oddech mamy i jej odpowiedź.
- Cieszę się, że generał ci uratował życie - ucieszyła się. - Muszę jednak kończyć, zobaczymy się niedługo..
- Pa mamo - rozłączyła się.
Spojrzałam na zegarek i była 6:40. Zaczęłam biec, żeby się nie spóźnić. Przy laboratorium wpadłam w drzwiach na Damena, który nie wyglądał na zadowolonego z tej sytuacji. Odsunęłam się. Popatrzył na mnie i otworzył mi drzwi, które same się zamknęły. Ukłoniłam się i weszłam do laboratorium. Na swoim stanowisku położyłam torbę i pudełko. Damen tylko się przyglądał z daleka, jednak po chwili podszedł do mojego stanowiska. Reszta ludzi przyszła i zaszokowała się obecnością Damena w laboratorium. Gdyby się wczoraj w nocy nie zapowiedział, to też byłabym zszokowana. Wyciągnęłam próbki z torby i poczułam oddech Damena na mojej szyi - był bardzo blisko. Przełknęłam ślinę i powoli otworzyłam pudełko. Spojrzałam na zwój kabli imitujących żyły - raczej żyło-podobne coś całe w niebiesko-fioletowej mazi. Założyłam rękawice i wyciągnęłam to z pudełka. Spojrzałam na Damena.
- To serce - odpowiedział widząc moje zdziwienie.
Trzymając to w ręce czułam, że ten organ dalej bije, co zdziwiło mnie bardziej. Odłożyłam organ do pudła z azotem, a zajęłam się badaniem próbki. Wzięłam jedną kroplę pod mikroskop i zauważyłam, że ta krew, którą oglądam miała zupełną odwrotność komórek w naszej krwi - była trucizną dla naszej krwi. Przyjrzałam się bardziej i stwierdziłam, że to nie jest człowiek ani osobnik chociaż w jednym procencie podobny do człowieka. Wzięłam strzykawkę i pobrałam parę kropli mojej krwi, po czym zmieszałam je z próbką na szkiełku. Stała się cała czarna i obumarła od jednej chwili, jednej sekundy zetknięcia się z krwią stworzenia. Zdjęłam okulary i odsunęłam się od mikroskopu.
- Mamy problem - powiedziałam, po czym pokazałam mu reakcje. - To, co myślałam, że jest krwią jest tak naprawdę odwrotnością naszej krwi, czyli trucizną - westchnęłam. - Po zetknięciu próbki z krwią człowieka zachodzi reakcja, w której obumierają wszystkie komórki człowiecze - spojrzałam na Damena. - Obumiera każda tkanka całego ciała.
- To nie jest człowiek - stwierdził Damen.
- Nie - odpowiedziałam. - Coś w stylu maszyny zabójczej dla człowieka, ale żeby określić jaka to maszyna to muszę zbadać serce, które mi dałeś.
Odwróciłam się do pudła z ciekłym azotem i sprawdziłam, że serca nie ma. Spojrzałam na każdego z pracowników.
Wpadłam w panikę.
- Nie ma serca - przygryzłam wargę.
Odwróciłam się do Damena i westchnęłam. On spojrzał na mnie z niezadowolonym wyrazem twarzy. Nawaliłam. Zaczęłam zastanawiać się jak nikt nie zauważył osoby, która ukradła ten organ. Rozejrzałam się dookoła i zauważyłam kamery. Poszliśmy do schowka i oglądnęliśmy monitoring, na którym nie było widać nic - jakby serce samo z siebie wyparowało. Złapałam się za głowę. Nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. Damen spojrzał na mnie, jednak po chwili wyszedł z pokoju, a później z całego budynku. Wyszłam ze schowka i trzasnęłam drzwiami. Podeszłam do swojego stanowiska i ściągnęłam maź, którą miałam na rękawiczkach - pozostałość po sercu. Sprawdziłam ją dokładnie i zauważyłam, że maź ma właściwości podobne do mazi, z których tworzyło się zaawansowane roboty. Nie trzymało się to wszystko kupy, bo po analizie wyglądało, jakby naprawdę to była maszyna człowieko-podobna, ale zabójcza po zetknięciu z krwią. Spisałam na komputerze całą analizę poprzedzając argumenty zdjęciami i wydrukowałam.
- Dzisiaj muszę wcześniej wyjść - powiedziałam, po czym wyszłam. Zaczęłam biec w stronę parlamentu, ale napotkałam Wilhelma.
- Dzień dobry panienko - uśmiechnął się.
- Witaj - odpowiedziałam.
- Gdzie się wybierasz?
- Muszę zanieść pewien papier założycielom - uśmiechnęłam się.
- To miłego dnia życzę - uśmiechnął się raz jeszcze i poszedł.
Wydawało mi się to dziwne, ale poczułam w pewnej chwili ukucie. Wymacałam plecy i wyciągnęłam strzykawkę, ale później upadłam na środku ulicy.
wilhelm bedzie chyba tym zlym
OdpowiedzUsuńkolejny raz Damen i Vellian się przekomarzają uwielbiam tą parę. znowu vellian dostaje z strzykawki od jakiegoś gośćia :D czekam na kolejny rozdział, bo mnie corwa bardziej ciejwi :D
OdpowiedzUsuńno nie! musze przeczytać dzisiejszy rozdział bo się popłacze, co bedzie z vellian????
OdpowiedzUsuń