30 czerwca 2499 rok.
Wstałam najwcześniej jak potrafiłam i pierwsze co, to wzięłam list zaadresowany do moich rodziców. Po przeczytaniu go okazało się, że zidentyfikowano blisko oddziału nieznane stworzenie i proszą córkę Vellian o zjawienie się w punkcie szóstym, co oznacza odprawę. Czyżby chcieli użyczyć mojej pomocy do złapania tego ustrojstwa? Nie wiem, czy nie popełniliby przy tym błędu.. Dowiedziałam się również, że za cztery godziny członek rady F.C.21 zjawi się po mnie. Do tego czasu nie wolno mi wychodzić z domu.
Dzień zapowiada się niesamowicie.. Szkoda, że się nie cieszę.
Czekać cztery godziny, by iść do punktu szóstego to nie jest coś, czym mogłabym się zachwycać. Usiadłam do komputera sprawdzić, czy w lokalnej sieci krążą plotki o tym, co się zdarzyło. Niestety nic nie mogłam znaleźć. Zamknęłam laptop i podeszłam do toaletki zrobić makijaż. Normalna czynność dla normalnych ludzi, ale wydawało mi się, jakbym tego od wieków nie robiła. No cóż, do normalnych już raczej nie należę. Patrzyłam na swoje odbicie w lustrze zastanawiając się, co będzie za parę godzin. Nie miałam pojęcia, czy to stworzenie będzie żyć, a my z nim będziemy musieli się zmierzyć. Nie napisali kto ma podejść po mnie. Prawdę mówiąc byłam w wielkiej kropce. Dokończyłam swój makijaż i upięłam włosy w koka, aby nie latały mi na wszystkie strony. Wstałam i podeszłam do lodówki. Wyciągnęłam wodę oraz warzywa, by zrobić sobie sałatkę. Zdaje mi się, że zajęłam się banalnymi rzeczami tylko dla zabicia czasu. Nie czułam głodu, lecz strach. Strach o niewiadome. Nikt nie wiedział, co nas czeka za parę godzin. Moje rozważania zajęły mi bardzo dużo czasu, że nie zauważyłam szybkiego jego upływu.
Usłyszałam dzwonek do drzwi.
Szybko wstałam z krzesła przy stole w jadalni i podeszłam do drzwi. Niepewnie zaczęłam pociągać za klamkę. Jeden z młodzieńców wparował do mojego domu bardzo pośpiesznie. Ze zdziwieniem spojrzałam na niego. Po chwili jednak wszedł ten, którego się najbardziej opowiadałam - dziedzic rodu Feinów - Damen. Już na samo imię przechodziły mnie ciarki. Nigdy nie myślałam, że znajdę się w tak bliskiej sytuacji z nim. Od niego dzieliła mnie pięciocentymetrowa tekstura drzwi. Stanął i nie szepną słowa tylko skinął palcem. Zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy ze sobą i poszłam za nim. Odprowadził mnie do odprawy, ale na tym nie przystało. Wiedziałam, że pojedzie z nami. Jak na dziedzica był bardzo cichy, ale nie wiedziałam, czy mogłam to nazwać komplementem. Co chwilę zerkałam na jego twarz. Nie spojrzał na mnie na moment.
Nie zaprzyjaźnimy się.
Zawołali nas do śmigłowca i ruszyliśmy do strefy zagrożonej. Na początku z góry obserwowaliśmy terytorium, ale piloci uzgodnili z centralą lądowanie. Komendant przydzielił do każdego z nas broń oraz dobrał nas w trzyosobowe grupy. Ja oczywiście wylądowałam z najgorszymi - Damenem i Drynianem. Ten drugi był przyjacielem dziedzica. Oboje ruszyli za mną rozmawiając w międzyczasie. Ja sama szłam przed siebie rozglądając się dookoła. Przydzielono mi bowiem zadanie zidentyfikowanie stworzenia i pobranie z niego jak największej ilości próbek przy pomocy dwóch "ochroniarzy". Nikt nie miał pojęcia, czy stworzenie żyło, albo się przemieściło, czy jest pośród nas. Nie byliśmy tak naprawdę przygotowani na atak ze strony nieznanego gatunku. Idąc tak parę minut przed siebie zauważyłam poruszenie w krzakach. Zatrzymałam się tamując dwóch generałów.
- Patrzcie - wskazałam im palcem miejsce.
Jeden z nich - oczywiście Damen, podszedł do krzaków. Powoli posuwał się do wyznaczonego celu, aż w końcu zauważył, że nikogo tam nie było. Odwrócił się do nas i spoglądnął nad moją głowę. Nie zwróciłby na mnie uwagi, jakby nikogo za mną nie było. Drynian delikatnie zwrócił głowę w moją stronę i zauważył to stworzenie.
- Nie ruszaj się - szepnął do mnie i spojrzał na Damena.
Damen delikatnie wyciągnął broń i starał się jak najszybciej przeładować naboje. Stałam unieruchomiona. Czułam oddech tego czegoś na mojej szyi. Po chwili serce zaczęło mi mocniej bić. Generał Fein wymierzył precyzyjnie strzał i nacisnął spust. Nabój poleciał centymetr nad moim kokiem prosto w głowę tego czegoś. Szybko się odwróciłam, jednak nie poszłam dalej. Upadłam na kolana i wyciągnęłam strzykawki, by pobrać jak najwięcej próbek. Nie mieliśmy pojęcia, czy to coś żyło jeszcze. Zrobiłam to, co miałam wyznaczone i razem z chłopakami zaczęłam biec w stronę śmigłowca.
Jak się okazało był zmasakrowany.
Usłyszałam dzwonek do drzwi.
Szybko wstałam z krzesła przy stole w jadalni i podeszłam do drzwi. Niepewnie zaczęłam pociągać za klamkę. Jeden z młodzieńców wparował do mojego domu bardzo pośpiesznie. Ze zdziwieniem spojrzałam na niego. Po chwili jednak wszedł ten, którego się najbardziej opowiadałam - dziedzic rodu Feinów - Damen. Już na samo imię przechodziły mnie ciarki. Nigdy nie myślałam, że znajdę się w tak bliskiej sytuacji z nim. Od niego dzieliła mnie pięciocentymetrowa tekstura drzwi. Stanął i nie szepną słowa tylko skinął palcem. Zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy ze sobą i poszłam za nim. Odprowadził mnie do odprawy, ale na tym nie przystało. Wiedziałam, że pojedzie z nami. Jak na dziedzica był bardzo cichy, ale nie wiedziałam, czy mogłam to nazwać komplementem. Co chwilę zerkałam na jego twarz. Nie spojrzał na mnie na moment.
Nie zaprzyjaźnimy się.
Zawołali nas do śmigłowca i ruszyliśmy do strefy zagrożonej. Na początku z góry obserwowaliśmy terytorium, ale piloci uzgodnili z centralą lądowanie. Komendant przydzielił do każdego z nas broń oraz dobrał nas w trzyosobowe grupy. Ja oczywiście wylądowałam z najgorszymi - Damenem i Drynianem. Ten drugi był przyjacielem dziedzica. Oboje ruszyli za mną rozmawiając w międzyczasie. Ja sama szłam przed siebie rozglądając się dookoła. Przydzielono mi bowiem zadanie zidentyfikowanie stworzenia i pobranie z niego jak największej ilości próbek przy pomocy dwóch "ochroniarzy". Nikt nie miał pojęcia, czy stworzenie żyło, albo się przemieściło, czy jest pośród nas. Nie byliśmy tak naprawdę przygotowani na atak ze strony nieznanego gatunku. Idąc tak parę minut przed siebie zauważyłam poruszenie w krzakach. Zatrzymałam się tamując dwóch generałów.
- Patrzcie - wskazałam im palcem miejsce.
Jeden z nich - oczywiście Damen, podszedł do krzaków. Powoli posuwał się do wyznaczonego celu, aż w końcu zauważył, że nikogo tam nie było. Odwrócił się do nas i spoglądnął nad moją głowę. Nie zwróciłby na mnie uwagi, jakby nikogo za mną nie było. Drynian delikatnie zwrócił głowę w moją stronę i zauważył to stworzenie.
- Nie ruszaj się - szepnął do mnie i spojrzał na Damena.
Damen delikatnie wyciągnął broń i starał się jak najszybciej przeładować naboje. Stałam unieruchomiona. Czułam oddech tego czegoś na mojej szyi. Po chwili serce zaczęło mi mocniej bić. Generał Fein wymierzył precyzyjnie strzał i nacisnął spust. Nabój poleciał centymetr nad moim kokiem prosto w głowę tego czegoś. Szybko się odwróciłam, jednak nie poszłam dalej. Upadłam na kolana i wyciągnęłam strzykawki, by pobrać jak najwięcej próbek. Nie mieliśmy pojęcia, czy to coś żyło jeszcze. Zrobiłam to, co miałam wyznaczone i razem z chłopakami zaczęłam biec w stronę śmigłowca.
Jak się okazało był zmasakrowany.
niezły chuj będzie z feina
OdpowiedzUsuńjestem pod wrażeniem, że masz dwa blogi :D
OdpowiedzUsuńdziękuje ;)
Usuńi co teraz? wydostana sie ?
OdpowiedzUsuńczytaj dalej ;)
Usuń